|
|
Blog > Komentarze do wpisu
#38
Ciąg dalszy przygód kapitana Alatriste, czyli "W cieniu inkwizycji". Przeczytałem książkę w jeden dzień, bo akurat to czas urlopu, a ja na dodatek nie lubię przerywać lektury nawet jeżeli dana pozycja mi nie odpowiada. Czasem sobie myślę, po co się tak męczę...
Część druga przygód kapitana Alatriste to niejako przedłużenie wydarzeń z pierwszego tomu. W zasadzie stanowi osobną historię, bo oto Alatriste za namową swego przyjaciela, poety i awanturnika Francisca de Quevedo, podejmuje się wyrwać z klasztoru wykorzystywaną córkę pewnego szlachcica. Tyle, że jak się okazuje, szlachetny postępek kapitana z tomu pierwszego poważnie wzburzył pewne wpływowe osoby, które teraz szukają zemsty. A że przy okazji nadarza się okazja uderzenia w pozycję kanclerza króla Filipa IV, akcja powieści powinna być zajmująca. Powinna, ale nie jest. Przy odrobinę wiekszej liczbie stron, akcji jest mniej niż w części pierwszej cyklu, a i ta którą śledzimy jest dosyć niemrawa. Książka jest rozlazła, nieangażująca uwagi czytelnika, męcząca, wręcz nudna. Jak na gatunek, który reprezentuje ("płaszcz i szpada") brak jej dynamizmu, jakiegoś kolorytu. Główny bohater robi się zadziwiająco przewidywalny czemu sprzyja jeszcze podkreślanie przez narratora jego poczucia honoru. Postępek kapitana Alatriste z ostatnich stron powieści był łatwy do przewidzenia już po pierwszych zdaniach całej sceny. Nie dziwiło zachowanie bohatera, za to rozczarowywała decyzja autora co do poprowadzenia postaci w tym, a nie innym kierunku. Jakby tego było mało, to co w pierwszym tomie jeszcze mi się podobało, czyli cytowanie fragmentów utworów literackich z epoki, robi się teraz zupełnie niepotrzebne. Cytaty brutalnie odrywają uwagę od resztek fabuły, a wszystko prawdopodobnie przez przesyt. Jest ich zbyt dużo i co widać zwłaszcza teraz, Reverte wprowadza je nieumiejętnie. Być może gdyby były przemycone gdzieś w środku tekstu, wręcz tylko zasygnalizowane, wrażenie byłoby zupełnie inne. Książka chyba tylko dla największych fanów twórczości pisarza. Dla mnie nudna. Nawet jak na urlop, a może zwłaszcza podczas urlopu. Po trzeci tom przygód kapitana Alatriste na pewno nie sięgnę. Z całości najbardziej spodobał mi się taki oto fragment: "W lochach Toledo bowiem pobrałem lekcję, której omal życiem nie przypłaciłem, że nie masz na tym padole rzeczy podlejszej i groźniejszej nad łotra, co każdej nocy spać się kładzie z czystym sumieniem. Rzecz to straszna. Tym gorsza, gdy towarzyszą jej niewiedza, uprzedzenia, głupota albo potęga - a te łacno potrafią pospołu chadzać. Zasię ostateczne diabelstwo miejsce ma, jeżeli twój oprawca mieni się być egzegetą jednego słowa, z Talmudu, z Biblii czy z Koranu, czy jakiegokolwiek już napisanego albo dopiero czekającego na uwiecznienie. W udzielaniu rad nie znajduję upodobania - przecie nikt jeszcze nie zmądrzał od tego, że rozum do cudzej przyszedł głowy - aliści tę jedną dam waszmościom za darmo: nigdy nie ufajcie komuś, kto przeczytał tylko jedną księgę." Ocena: 4/10 Status książki: Pożyczona Strony do odwiedzenia: Oficjalna strona autora (w języku hiszpańskim) poniedziałek, 29 sierpnia 2005, vanin
Komentarze
2005/09/01 15:45:03
Gdyby nie to, że nie cierpię przerywać książki nawet jak mi wyjątkowo nie odpowiada, to chyba bym sobie odpuścił :/
Co do wstawek to zaczęły mnie nużyć. Jak dal mnie były podane na tacy, także czytając tekst w ogóle nie wysilało się pamięci (jeśli wiedzę o pezji czy ogólnie literaturze hiszpańskiej ktoś posiada). Jednak wolę jak tego typu nawiązania są podane gdzieś pomiędzy wierszami. Ukryte po prostu, tak żeby czytelnik musiał się napracować, próbując je odszyfrować. 2005/09/01 21:31:50
Jeżeli potrzebujesz gimnastyki przy czytaniu, to stanowczo nie jest odpowiedni nurt poszukiwań... Ja właśnie odkryłam wspaniałe tłumaczenie Alicji (Kozioł), a w ramach odskoczni od wszechobecnych kampanii (równiwż w nawiązaniu do jednego wspaniale przetłumaczonego fragmencika) powtarzam Dzienniki Gombrowicza.
2005/09/02 09:00:05
Skoro połknęłaś wszystkie wersje "Alicji" po polsku, to które jest najlepsze? Sporo dobrego słyszałem o wersji Stillera, no a Słomczyński jest klasą samą w sobie. O ile pamiętam, to czytałem ją w oryginale, bo po polsku to na pewno nie.
2005/09/02 11:17:58
Tłumaczenie Jolanty Kozak z ilustracjami Tenniela miałam w ręku. Jeszcze 2 przekładów nie dorwałam :) Alicja chyba nie jest popularną książką... Biblioteki jej nie kupują.
2005/09/02 12:33:03
W sumie jest 6 tłumaczeń, z tego jedno legendarne Adeli S. z 1910, bo gdzieś zaginione.
2005/09/02 14:37:07
Adeli nie liczyłam:). Czyli jest co najmniej 7 tłumaczeń całej Alicji w krainie czarów (pod różnymi tytułami).
2005/09/02 15:28:18
Czyli jest tak:
1. Mityczna Adela S. :) 2. M. Morawska 3. A Marianowicz 4. M. Słomczyński 5. R. Stiller 6. S. Barańczak 7. J. Kozak. Całkiem nieźle jak na jedną cienką książeczkę ;)) 2005/09/02 19:24:04
Dyskusja bibliograficzna... Z tego, co wiem i znalazłam, to na pewno istnieją przekłady Stillera, Słomczyńskiego i Kozak i obejmują obydwie części, czyli w krainie czarów i po drugiej stronie lustra. Czytałam też Marianowicza i szukam Morawskiej. Niestety z daleko i głęboko zapuszczonego wywiadu doszła do mnie wieść, że Barańczak przełożył tylko kilka wierszy i fragmentów, więc nie liczę jego przekładu. Fragmenty tłumaczone były też przez innych, nie koniecznie literatów - patrz galaxy.uci.agh.edu.pl/~szymon/jabberwocky.html
Więcej przekładów nie znalazłam, ale wszystkie przeczytam... 2005/09/02 19:29:01
Stronę Szymona kiedyś widziałem. W takim razie życzę powodzenia w zdobywaniu kolejnych tłumaczeń :)
Gość: Klusia, dqc177.neoplus.adsl.tpnet.pl
2005/10/07 14:34:54
Są jeszcze niby przekłady Leszka Kleszcza i Krzysztofa Tropiło - ale to są skrócone i spłycone wersje, wybitnie dla dzieci, niemniej jednak uwzględniane w opracowaniach naukowych.
Gość: Zamorano, nat1.dami.pl
2005/10/09 22:35:30
Oczywiście całkowicie się nie zgadzam z recenzją :)Tom pierwszy podobał mi się umiarkowanie :) Natomiast "W Cieniu Inkwizycji" podobało mi się bardzo.IMVHO kawałek naprawdę porządnie zrobionej literatury awanturniczej płaszcza i szpady z drugim dnem. Świetnie napisanej.Podobnie "wojenny" tom trzeci. Klimat flamandzkiego błota , obłęd wojny i smaczki z historii wojskowości. Całkiem fajny cykl sie zrobił :)
2005/10/10 09:40:18
Taa... szkoda, że wieje nudą, a to w powieści z gatunku "płaszcza i szpady" jest po prostu niewybaczalne.
|
Niestety, rzadko mi się zdarza, ale nie skończyłam. Rzeczywiście się nie kleiło, wszystko było zbyt oczywiste. Postaci trochę papierowe, obraz Inkwizycji już znany. Rzeczywiście najlepsze (z przeczytanych) zdanie, to to o braku ufności do osób, które przeczytały tylko jedną książkę...
A wstawki z cytatami mi się podobały.