czyli jak wyrabiałem średnią za 50 Polaków. Książki, które czytałem w 2005 roku.






Firefox. Internet bez pop-upow!





Blog > Komentarze do wpisu
#53

Stefan Kisielewski jest dla mnie otoczony nimbem złośliwego bezkompromisowca. Kiedy umarł miałem trzynaście lat i jego nazwisko nie mówiło mi nic, ale na półce u rodziców stało już wtedy "Abecadło Kisiela". Teraz po piętnastu latach odgrzebałem go i przez kilka ostatnich dni podczytywałem.

Trochę odniosłem wrażenie, że z dużej chmury mały deszcz, bo oczekiwałem chyba czegoś bardziej ostrego. "Abecadło..." jest według mnie mocno stemperowane, a najczęściej powtarzającym się słowem jest "ciekawy" we wszelkich odmianach. To krótkie notki o ponad dwustu pięćdziesięciu osobach, z którymi Kisiel się zetknął lub przynajmniej miał na ich temat coś do powiedzenia. A w wielu przypadkach to najważniejsze osoby w powojennej historii Polski. I choć momentami jego opinie są dosyć interesujące, to nie są przesadnie złośliwe, ani też nie są bardzo humorystyczne, a i słynnych kisielowych anegdot jakoś ciężko się w "Abecadle..." doszukać. W poszukiwaniu "mocniejszych" wrażeń, trzeba będzie kiedyś sięgnąc po "Dzienniki" tegoż autora.

Denerwowało mnie to, że jest to sądząc po stylu wypowiedzi, chyba dokładny zapis słów Kisiela. A szkoda, bo jednak pewna redakcja i ingerencja by się przydała. Tekst wygładzony byłby na pewno nie gorszy, a lepiej by się go odbierało.


Ocena: 5/10


Status książki: Pożyczona

wtorek, 06 grudnia 2005, vanin
Komentarze
2005/12/08 12:03:33
Masz rację, czasami trzeba coś ociupinkę poprawić, bez krzywdy, dla dobra.
-
Gość: Sexbeer, nat-dz2.aster.pl
2005/12/15 22:15:12
"Abecadło", nie "Alfabet". "Alfabet" to był Urbana.
-
2005/12/15 22:32:47
No fakt, niżej już było poprawnie. A z Urbanem rzeczywiście mi się myliło.